logo

Mówimy prosto o trudnych dziedzinach ...

...fundusze europejskie, przedsiębiorczość, innowacje

Jak promować się w chińskim Internecie?

27 czerwca 2016

Chociaż w Chinach z Internetu korzysta niecałe 50% ludności (dla porównania w USA aż 85%), chiński rynek e-commerce jest największym na świecie. Nic dziwnego, że chiński kierunek jest kuszący, jednak aby z powodzeniem zaistnieć w wirtualnym Państwie Środka należy pamiętać o kilku kulturowych i technicznych różnicach.

Azjatycka kultura

Przede wszystkim chiński rynek jest ogromny i zróżnicowany znacznie bardziej niż w Europie czy USA - sam ten fakt implikuje wiele trudności w obieraniu strategii marketingowej. Powinna ona zostać zaprojektowana inaczej w stosunku do mieszkańców światowych metropolii - Pekinu, Szanghaju czy Hongkongu, a inaczej kiedy naszą grupą docelową są populacje miast drugiej i trzeciej wielkości. Nie mówiąc już o mniejszych ośrodkach.

Po drugie należy pamiętać o pokoleniowym przeskoku, którego nie doświadczyli mieszkańcy Europy Zachodniej, a ci ze Wschodniej w nieporównywalnie mniejszym stopniu. Chiny w 70 lat przeszły drogę od najbiedniejszego państwa na świecie do kraju, w którym poziom życia oscyluje gdzieś pomiędzy Europą Wschodnią a Zachodnią. Tym samym w Państwie Środka wciąż żyje duża grupa ludzi (w chińskim rozumieniu tego słowa; w kategoriach europejskich - ogromna), którzy zmagali się z biedą i często nie widzą potrzeby nabywania nowych gadżetów czy zaopatrywania się w nowe produkty (tłumaczy to też wyjątkowo wysoką stopę oszczędzania w Chinach). Na drugim biegunie jest pokolenie urodzone po 1980 roku, które po części przez dynamiczny postęp technologiczny, po części przez politykę jednego dziecka, przywykło do tego, że otrzymują to, czego oczekują. Ta grupa docelowa jest nie tylko skłonna do nabywania nowych produktów, ale i zdeterminowana, aby móc je nabyć. Tyle teorii. A jak to wygląda w praktyce?

E-commerce: podstawowe różnice pomiędzy Chinami a Europą

Różnice zarysowują się już na samym początku. Europejczycy wychowani na Google’u i jego wyszukiwarce muszą zmierzyć się z algorytmem największej chińskiej wyszukiwarki Baidu (ponad 80% udziału w chińskim rynku wyszukiwarek). Choć Baidu rozwija się bardzo prężnie i dogonienie Google jest zapewne tylko kwestią czasu, to jednak indeksowanie przez chińską wyszukiwarkę wciąż jest wolniejsze - dlatego warto zadbać, aby strony były w miarę proste i do każdej treści można było dotrzeć w kliku kliknięciach. Tutaj znajdziecie krótki poradnik, jak optymalizować strukturę stron internetowych pod chińską wyszukiwarkę. Ponadto, Baidu nie uwzględnia technologii Flash i JavaScript – pozostaje nam tylko HTML. Kluczowym elementem w rankingu jest linkowanie, przede wszystkim z portali uznawanych przez Baidu (i chińską władzę) za wiarygodne. Co ciekawe adresy, które nie są hiperlinkowane, również wpływają na nasz ranking.

W związku z tym, że statystycznie aż 30% odesłań z listy wyszukiwania Baidu prowadzi do innych serwisów należących do koncernu, czyli baike.baidu.com (odpowiednik Wikipedii) v.baidu.com (odpowiednik YouTube) czy map.baidu.com (odpowiednik GoogleMaps), dlatego dbając o naszą widoczność powinniśmy prowadzić profil na co najmniej jednym z portali należących do Baidu. W Chinach znacznie większą popularnością niż u nas cieszą się serwisy typu Q&A umożliwiające zadawanie pytań i uzyskiwanie odpowiedzi (narzędzie wzorowane na Yahoo Answers). Prowadzenie własnego profilu na zhidao.baidu.com może być dobrą okazją do zbudowania swojej wiarygodności poprzez kontakt z klientami naszej firmy.

Równie ważną jest kwestia hostingu naszej strony internetowej – ze względu na radykalną politykę filtrowania Internetu przez chińskie władze (tzw. Great Firewall of China) portale utrzymywane na zagranicznych serwerach mają niewielką szansę przebić się na pierwszą stronę w wyszukiwarce Baidu. Dlatego celując w chińskiego klienta powinniśmy zadbać o chiński hosting. Ceny kształtują się podobnie jak u nas, dlatego nie będzie to duży wydatek. Jedną z najpopularniejszych firm w Państwie Środka jest Alibaba czy też dostarczana przez Microsoft usługa Azure.

Kolejną kwestią jest język – niezbędnym minimum jest strona internetowa w języku angielskim; nie powinniśmy liczyć na to, że Chińczycy będą korzystali z internetowych tłumaczy czy biur tłumaczeń. To na początek, bo choć znajomość języka angielskiego wśród chińskiej klasy średniej rośnie stosunkowo szybko, wciąż warto pomyśleć o prowadzeniu strony internetowej naszej firmy w języku chińskim, choćby jej uproszczonej wersji. Chiński internauta prawdopodobnie będzie wyszukiwał interesujące go usługi i produkty posługując się językiem chińskim, dlatego przy braku strony internetowej w tym języku dajemy sobie mniejsze szanse na znalezienie.

Wreszcie – social media. Najpopularniejsze na Zachodzie platformy społecznościowe – Facebook, Twitter czy Facebook są w Chinach blokowane (inna sprawa, że blokadę tę łatwo obejść stosując programy VPN), w związku z czym przeciętny chiński internauta korzysta z ich rodzimych odpowiedników – kolejno  RenRena, Weibo oraz Youku. Chińskie platformy społecznościowe oferują równie szeroki, a czasem nawet szerszy katalog możliwych działań. Trzeba jednak pamiętać, że w budowaniu marki w Chinach szczególnie ważny jest informacja zwrotna od klientów – w Chinach opinia internautów, a najlepiej znajomych jest dużo ważniejsza niż magnetyzm konkretnego znaku towarowego. Takie platformy jak Weibo służą m.in. wymianie opinii o konkretnych produktach, rekomendacji czy ostrzeżeń przed ich nabywaniem.

Rynek urządzeń mobilnych w Chinach

Nie można zapominać o jeszcze jednej różnicy – dla 80% Chińczyków podstawowym narzędziem do korzystania z Internetu są urządzenia mobilne – smartfony i tablety. Szacuje się, że rynek urządzeń mobilnych w Chinach to dzisiaj około 380 milionów użytkowników (w Europie około 240 milionów). Dlatego obowiązkowo powinniśmy zadbać, aby nasza strona internetowa była responsywna albo wręcz projektowana z myślą o przeglądaniu jej przede wszystkim na urządzeniach mobilnych.

Dobrym pomysłem jest również zbudowanie własnej aplikacji, która ułatwiłaby przeglądanie naszych treści w smartfonie. Musimy jednak pamiętać, że nasza aplikacja prawdopodobnie nie będzie ściągana na smartfony, jakie są nam oferowane na rynku europejskim. Podczas gdy jeszcze w 2011 roku 8 na 10 producentów z największym udziałem w chińskim rynku smartfonów było z zagranicy, w 2014 roku w pierwszej dziesiątce pozostały już tylko Apple i Samsung. Z kolei chińskie technologie pod marką Lenovo czy Xiaomi przejmują coraz większy udział w rynku europejskim.

Jak widać, wejście na chiński rynek niewątpliwie jest większym wyzwaniem niż ekspansja na rynki europejskie. Poza barierami biurokratycznymi równie istotnymi elementami, które powinniśmy wziąć pod uwagę są specyfika chińskiej kultury oraz struktura chińskiego rynku urządzeń mobilnych i branży e-commerce. Jeżeli nam się ta trudna sztuka uda – stanie przed nami otworem największy rynek na świecie.

Łukasz Szoszkiewicz

Zdjęcie: Nicolas Raymond | Flickr na licencji CC BY 2.0. Tytuł: Chinese Grunge Flag.

Wstecz