logo

Mówimy prosto o trudnych dziedzinach ...

...fundusze europejskie, przedsiębiorczość, innowacje

Czego polskie miasta mogą nauczyć się od Lwowa?

6 czerwca 2016

Na pierwszy rzut oka, w porównaniu z polskimi miastami, Lwów stoi na straconej pozycji – nierozwinięta infrastruktura turystyczna, trudne warunki prowadzenia biznesu (korupcja wciąż zżera ukraińską gospodarkę), do tego Ukraina kojarzy się raczej z wojną niż wypoczynkiem. Jednak lwowianie pokazują, że niemożliwe nie istnieje. Przepis na sukces Lwowa zawiera się w pięciu punktach:

  • Spójny przekaz dla turysty: skoro jesteś w Galicji, poczuj się jak w XIX-wiecznej Galicji, złotym okresie Lwowa,
  • Tożsamość: przedsiębiorcy odwołują się do historii i tradycji miasta zyskując sympatię mieszkańców,
  • Wiarygodność: mieszkańcy trudniący się drobnym handlem i sztuką uliczną odwołują się do tych samych tradycji, co przedsiębiorcy,
  • Indywidualizm: autorskie restauracje i kawiarnie sprawiają, że każde z nich ma własną specyfikę i ofertę,
  • Lokalna przedsiębiorczość: liderami rynku usług turystycznych i gastronomicznych jest holding !FEST założony przez lwowianina oraz grupa Kumpel – obie doskonale czują ducha miasta.

Spójny przekaz dla turysty. Największą atrakcją Lwowa jest renesansowy rynek – rozmiarem przypomina raczej poznański niż krakowski. Jest nieustannie zatłoczony – najczęściej słychać język ukraiński i polski, ale spacerują również turyści z Europy Zachodniej, Ameryki czy dalekiej Azji. W przeciwieństwie do polskich miast turystów nie zaczepiają panie z parasolkami (na rynku nie ma żadnego klubu nocnego), nie ma również pustostanów, jak np. w Poznaniu. Wszystkie kamienice zostały zagospodarowane na potrzeby muzeów lub restauracje i kawiarnie – co ważne wszystkie (za wyjątkiem jednej pizzerii na rogu) odwołują się do galicyjskiej tożsamości Lwowa; restauracje greckie czy azjatyckie można znaleźć ukryte w bocznych uliczkach. Wizerunku XIX-wiecznego Lwowa dopełniają przechadzający się po rynku uliczni artyści przebrani w stroje kozackie, XIX-wieczne suknie czy garnitury w stylu Charliego Chaplina. Wyjątkiem jest mężczyzna pozujący w stroju Dartha Vadera, ale on też wpisuje się w ukraiński kontekst – społecznik rozpoznawalny z przebrania Dartha Vadera chciał kandydować w ostatnich wyborach prezydenckich. Turysta przyjeżdżający do Lwowa otrzymuje jasny przekaz: u nas poczujesz się jak w XIX-wiecznej Galicji. Temu jest wszystko podporządkowane.

Indywidualizm. Holding !FEST, których restauracje i kawiarnie są produktami flagowymi Lwowa, ma jedną zasadę – nie otwiera dwóch takich samych lokali, nawet jeżeli cieszą się ogromną popularnością. Przed restauracją Kryjivka, stylizowaną na okop z II wojny światowej, czy kawiarnią Lwowskie Placki, proponująca wiedeńskie strudle, często ustawiają się kolejki, klientów z pewnością wystarczyłoby do obdzielenia nimi dwóch lokali. Jednak otworzenie innego lokalu, np. pubu Gazowa Lampa, stylizowanego na laboratorium chemiczne, bądź kawiarni Kopania Kawy, sprawia, że turysta odwiedzi dwa zamiast jednego miejsca. Biorąc pod uwagę, że holding !FEST posiada około dwudziestu autorskich lokali, trudno rozsmakować się we wszystkich specjalnościach podczas jednego pobytu – trzeba do Lwowa wracać, najlepiej kilka razy. Co ciekawe, zdecydowana większość lokali w ogóle (i wszystkie holdingu !FEST) odwołuje się do XIX-wiecznej historii Lwowa, sięgając m.in. do tradycji wiedeńskich kawiarni, przemysłu naftowego (boom w XIX wieku sprawił, że Lwów był nazywany europejskim Las Vegas), a nawet kontrowersyjnej postaci Leopolda von Sacher-Masocha.

Tożsamość i wiarygodność. Odnalezienie wspólnego mianownika dla biznesowego i zwyczajnego życia we Lwowie sprawiło, że z oferty turystycznej chętnie korzystają Ukraińcy z różnych części kraju, a drobni sprzedawcy wystawiają się w okolicach rynku z własnym rękodziełem, starymi książkami czy tradycyjną, haftowaną odzieżą, tzw. wyszywankami. To wytwarza efekt synergii – mieszkańcy akceptują biznes, a poprzez swoją działalność wytwórczą dodają to, czego biznesowi brakuje – namiastkę unikalności, lokalności. Inaczej niż ma to miejsce np. w Krakowie, z którym notabene Lwów dzisiaj rywalizuje o miano najbardziej galicyjskiego miasta w Galicji.

Lokalna przedsiębiorczość. Osobą, która zaczęła zmieniać Lwów jest Andrij Chudo, lwowianin od urodzenia. Wraz z dwójką znajomych w 2006 roku otworzył restaurację Kryjivka na rynku, a dzisiaj zatrudnia 1650 pracowników w kilkudziesięciu lokalach, hostelach, organizuje wycieczki po Lwowie, a obecnie planuje otworzyć strefę kreatywności. Sieć lokali skupionych pod marką !FEST buduje nie tylko wizerunek firmy, ale przede wszystkim Lwowa – jest ambasadorem historii i tradycji miasta. Odrywając się od stereotypowego myślenia utożsamiającego produkty zagraniczne z wysoką jakością (tak powszechnego w Polsce – wystarczy przywołać marki Reserved czy Gino Rossi), na każdym kroku promuje i Lwów, i Ukrainę – najlepszym przykładem jest browar Pravda, w którym piwa warzone na sposób belgijski nie są sprzedawane pod hasłami czy markami nawiązującymi do belgijskiego piwowarstwa, ale pod markami: Siła (z etykietą przedstawiającą wieżę w Doniecku; swoisty hołd dla ukraińskich żołnierzy z batalionu Cyborgów), Taras Bulba (kozacki bohater) czy jako piwo o wymownej nazwie Fuck Corruption or Die (tak ukraińskie!). Innym doskonałym przykładem jest restauracja sushi, która zamiast stylizować się na prawdziwie japoński lokal, zachęca do spróbowania sushi zawiniętych w plastry słoniny (ukr. sało) zamiast wodorosty. Sało jest jednym z tradycyjnych ukraińskich przysmaków.

Wreszcie, na koniec, truizm – Lwów istnieje w Internecie. Świetną wizytówką jest strona internetowa holdingu !FEST, prowadzona w językach ukraińskim i angielskim – prezentuje ona wszystkie lokale należące do !FESTu, a pod każdym z nich są linki prowadzące do kont na Trip Advisorze, Facebooku czy vKontakte, rosyjskojęzycznym odpowiedniku Facebooka. Strona nie jest przeładowana informacjami, responsywna i z atrakcyjnym designem. Wszystkie profile społecznościowe są regularnie prowadzone, a liczba polubień i udostępnień poszczególnych wpisów wskazuje, że treść angażuje użytkowników – na tym polu najlepiej wypadają restauracja Kryjivka, kawiarnia Kopalnia Kawy, browar Pravda oraz grill Miaso po Sprawiedlivosti. Profile na razie są prowadzone w większości w językach ukraińskich, jednak ich aktywność, duża liczba zdjęć i interakcji z pewnością budują pozytywny wizerunek w oczach turystów z zagranicy. Na uwagę zasługuje przede wszystkim materiał fotograficzny, który w końcu oddziałuje w jednakowy sposób na wszystkich, niezależnie od języka jakim się posługują – zdjęcia w dużej mierze są robione przez profesjonalistów (widać odpowiednio podkręcone nasycenie, staranne kadrowanie i zabawę głębią obrazu) i przedstawiają świetnie bawiących się ludzi. Profesjonalny materiał zdjęciowy uderza szczególnie w porównaniu z profilami lokali należących do konkurencyjnego holdingu Kumpel Group. Siła obrazu przekłada się na interakcję internautów, a całość buduje wizerunek lokalu nie tylko chętnie odwiedzanego, ale wręcz takiego, którego nie wolno pominąć.

Lwów jest równie aktywny na innym międzynarodowym portalu społecznościowym – Trip Advisorze. Pod względem liczby recenzji na platformie (w ramach drobnego eksperymentu policzyłem liczbę recenzji 10 najwyżej ocenianych restauracji) Lwów (4100 recenzji) ustępuje tylko Krakowowi (5500), a ma tyle samo, co Warszawa, nieco więcej od Gdańska (3800) i znacznie więcej od Wrocławia (3100) oraz Poznania (2600). Co więcej, w przeciwieństwie do polskich miast w pierwszej dziesiątce lwowskich restauracji znalazły się lokale oferujące kuchnię tradycyjną – galicyjską lub ukraińską. W polskich miastach niekiedy ponad połowę pierwszej 10. restauracje włoskie i azjatyckie. Oczywiście nie można traktować rankingu Trip Advisora jako wyroczni, jednak biorąc pod uwagę liczbę turystów odwiedzających rocznie Kraków (10 milionów) i Lwów (wg. różnych danych od 1,5 do 3 milionów) można z całą pewnością stwierdzić, że Lwów generuje dużo więcej feedbacku ze strony turystów, w zdecydowanej większości pozytywnego.

Jaki z tego płynie wniosek? Nie bójmy się stawiać na lokalną tradycję, budujmy marki w oparciu o miejsca, do których zapraszamy turystów.

Łukasz Szoszkiewicz

Wstecz